górskie wyprawy

Bjørnåsen

 

No i jestem z powrotem. Po kilkumiesięcznej przerwie powróciłem do Norwegii. Nowa praca, nowe miejsce, nowe możliwości, można by powiedzieć. Trafiłem tym razem w okolice Moss, na południu kraju, w miejsce, które jest chyba najbardziej płaskim rejonem Norwegii. Najwyższym szczytem Østfold (południowej dzielnicy kraju) jest licząca zaledwie 336 metrów Slavasshøgda. W samym sąsiedztwie Moss jest jednak dużo gorzej.

Pierwszy tydzień pracy minął jakoś szybko i postanowiłem rozejrzeć się za jakąś fajną trasą na niedzielę. Podejrzewałem, że będę musiał zadowolić się jedynie wyprawą do lasu, zwłaszcza, że brak auta wykluczał jakiekolwiek dalsze wypady. Jednak wypatrzyłem na mapie górkę, a właściwie wzniesienie niedaleko Moss, na które mógłbym wejść. Górka nazywa się Bjørnåsen i liczy tylko 138 m n.p.m. a znajduje się na wyspie Jeløy, kilka kilometrów od centrum miasta.

Wyruszyłem z samego rana, jako że dystans do przejścia miałem spory. Najpierw czekał mnie spokojny, ponad ośmiokilometrowy spacer do Moss, z czego jedynie niewielka część drogi prowadziła przez las. Potem przedarcie się, przez uliczki miasta, przejście mostem na wyspę, kolejne uliczki by w końcu wyjść poza obszar zabudowań. Niestety poza miastem ciężko uświadczyć chodnika, więc spory odcinek szedłem wzdłuż drogi, narażony na mijające mnie auta.

Droga do Moss

Moss – domki robotnicze z przełomu XVIII i XIX wieku

Przez nieuwagę skręciłem do lasu o wiele za wcześnie i błąkałem się w nim długą chwilę, nie mogąc znaleźć żadnej ścieżki. W końcu wyszedłem na pole jakiegoś gospodarstwa a stamtąd dotarłem do głównej drogi. Chwilę potem stałem już przy szlaku prowadzącym na Bjørnåsen.

Jako, że szczyt do wysokich nie należy, większa część trasy to spokojny spacerek po lesie. Dopiero ostatnie dwieście, może trzysta metrów jest lekko pod górkę. Swego czasu natrafiłem w necie na zdjęcie ze szczytu wspomnianego już Slavasshøgda. Góra, mimo że najwyższa w rejonie, pokryta była całkowicie lasem, wobec czego nie oferowała żadnych widoków. Ot jedynie jakiś kamlot wśród drzew, oznaczający koniec wspinaczki. Niczego innego nie spodziewałem się ujrzeć tutaj, zwłaszcza, że widok zalesionego zbocza można do woli podziwiać w całej okolicy Moss. Spotkało mnie jednak przyjemne zaskoczenie. Okazało się, że zachodnia strona szczytu znajduje się na krawędzi urwiska, dlatego nic nie zasłania widoku i można napawać się widokiem odległych wzgórz Vestfold’u, położonych po drugiej stronie fiordu oraz przyjemną panoramą plaży po tej stronie wyspy Jeløy. Widok niestety psuje nieco rzesza wozów kampingowych, ale od biedy można to przeboleć.

I jesteśmy na miejscu.

Szlak na Bjørnåsen liczy 1,4 kilometra i jest to doskonała propozycja na wyprawę z małym dzieckiem w niedzielne popołudnie. Jednak bez auta trzeba się liczyć z kilkukilometrowym marszem z Moss, co może być męczące. Moje stopy domagały się odpoczynku, gdy wracałem w kierunku miasta, a później wcale nie było lepiej. Po powrocie na kwaterę zliczyłem pokonane kilometry i wyszło mi ich aż 35, z czego większość po twardej nawierzchni, przez co moje stópki dostały mocno w kość.