górskie wyprawy

Hydalshjallen

Na kolejny górski wypad postanowiłem wybrać się do doliny Hemsedal. Jakiś czas temu, gdy przejeżdżałem tamtędy, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Chciałem więc zakosztować jakiejś wędrówki w tamtejszych górach. A że jesień była już w pełni, trzeba było korzystać z każdego weekendu oferującego słoneczna pogodę. Długo szukałem szlaku, który nie byłby tak drastyczny dla moich kolan jak ostatnio. Niestety większość tras wokół miasteczka Hemsedal (tak, główne miasteczko w rejonie nosi tą samą nazwę co cała dolina) jest przeznaczona dla wytrawnych chodziarzy z kolanami ze stali. Jednak po wytrwałych poszukiwaniach znalazłem coś, przy czym moje stawy nie powinny błagać o litość.

Hydalshjallen, to punkt widokowy wznoszący się około 300 metrów nad doliną Hydalsdalen, niedaleko Hemsedal. Trasa liczy około 3 kilometrów i jest pozbawiona stromych podejść. Zakończona stromym urwiskiem skała oferuje fantastyczny widok na wspomnianą dolinę Hydalsdalen i oczywiście na górki dookoła.

Wyszukałem jeszcze jedną krótką trasę w okolicy, aby nie jechać taki kawał dla marnych 3 kilometrów marszu, sprawdziłem pogodę na sobotę i mogłem już oczekiwać zbliżającego się weekendu.

W sobotę skoro świt wsiadłem w auto i przez kolejne 4 godziny przemierzałem skąpane w mroku norweskie drogi. Gdy wjeżdżałem do Hemsedal, na zewnątrz wciąż było ciemno. Zdołałem jednak dojrzeć rysujące się w mroku zarysy gór, głównie dzięki pokrywającej zbocza białej pierzynie śniegu. Zaniepokoiłem się, bo nie przewidziałem, że tutaj już może leżeć śnieg. Jechałem dalej, szukając zjazdu z drogi 52. W końcu znalazłem. Teraz czekała mnie jazda pod górkę szutrową drogą. Zanim dotarłem do jeziora Vavatn, musiałem uiścić opłatę 60kr za dalszą jazdę. Niestety ta trasa jest płatna. Dojechałem do skupiska domków wypoczynkowych i jechałem dalej, aż na drugi kraniec jeziora. Drogę pokrywała tu cienka warstwa śniegu, musiałem więc jechać ostrożnie.

Tam, gdzie zaczyna się szlak na Hydalshjallen, jest miejsce na zaparkowanie auta a nawet dwóch, ale okazało, że ktoś mnie już uprzedził. Pojechałem więc dalej do rozwidlenia dróg, za którym znalazłem znacznie większy parking. Gdy tylko wysiadłem z nagrzanego samochodu, poczułem, że jest zimno. Tak zimno, że mi palce kostniały mimo ciepłych rękawic jeszcze zanim oddaliłem się od auta.

Początek szlaku. | Beginning of the trail
Droga przez Hydalsdalen. | Hydalsdalen valley road.
Pierwsze spojrzenie na Hydalsdalen. | First look at Hydalsdalen valley.

Doszedłem na początek szlaku, minąłem dwa zaparkowane auta (musiały stać tam co najmniej od poprzedniego dnia) i wszedłem na pokrytą cienką warstwą śniegu ścieżkę. Było już całkiem widno. Na ścieżce widniały ślady stóp i psich łap. To one prowadziły mnie w miejscach, gdzie szlak stawał się niewidoczny. Przezornie zabrałem ze sobą kijki, głównie aby wspomóc swoje kolana, ale tym razem spełniły zupełnie inną rolę. W wielu miejscach ścieżka pokryta była lodem i to właśnie kijki ratowały mnie przed upadkiem, gdy stopy traciły przyczepność z gruntem.

Gdzieś w połowie trasy spostrzegłem właściciela śladów pozostawionych na ścieżce. Znajdował się daleko przede mną i nieco wyżej, a wokół niego biegał jakiś czworonóg. A więc jednak ktoś wybrał się na tę trasę jeszcze przede mną, pomyślałem. Szedłem dalej a ścieżka coraz bardziej pięła się w górę. W pewnym momencie obecność człowieka z psem całkiem się wyjaśniła. Natknąłem się na namiot, rozstawiony w zimowej scenerii, obok namiotu rozprostowywał kości ów ludź a wokół biegały aż dwa psiaki, ujadając nerwowo na obcego, czyli na mnie. Minąłem to zjawisko szerokim łukiem, usłyszawszy jeszcze dochodzące z wnętrza namiotu głosy, pytające zapewne dlaczego psy tak się rozszczekały.

Widok z Hydalshjallen . | View from Hydalshjallen.
Vavatn
Vavatn

Oddaliłem się na bezpieczną odległość i okazało się że jestem już na miejscu. Hydalshjallen w zimowej wersji przedstawiała mi widok na dolinę Hydalsdalen. Przepiękny widok. Pomimo zamarzających palców przystanąłem na dłuższą chwilę i porobiłem zdjęcia. Zanim ruszyłem z powrotem rozejrzałem się jeszcze i moją uwagę przyciągnął niedaleki szczyt, na który mógłbym się wspiąć. Uznałem, że pora jeszcze wczesna, więc czemu nie. Droga na górę okazała się dość łatwa, jednak z uwagi na zalegający śnieg ( i gdzieniegdzie lód), musiałem poruszać się ostrożnie. Ponownie, wielką pomocą okazała się obecność kijków. Ze szczytu widok na Hydalsdalen wydawał się jeszcze lepszy a dodatkowo mogłem cieszyć wzrok panoramą jeziora Vavatn, i ośnieżonych szczytów, po których ślizgały się promienie wstającego właśnie słońca. Widoki były fantastyczne, jednak w końcu trzeba było wracać. Zszedłem z górki a mijając obozowisko tubylców (bo tylko Norwegowie mogli wpaść na pomysł spędzenia nocy pod namiotem przy takich warunkach), ujrzałem jak pakują właśnie swój dobytek do plecaków i szykują się do powrotu. Psy znów zaczęły szczekać na mój widok.

Zostawiłem całe towarzystwo za sobą, jako, ze nie wyglądali na skorych do krótkiej pogawędki. Reszta trasy minęła bez większych emocji, jeśli nie liczyć niegroźnego upadku na oblodzonej ścieżce. Gdyby nie kijki w dłoniach mógłbym stłuc sobie swoje cztery litery, a tak już po chwili mogłem kontynuować marsz i już wkrótce dotarłem do swojego auta. Mogłem ruszać w drogę.

Vavatn

For the next mountain trip, I decided to go to the Hemsedal valley. Some time ago, when I was crossing that way, it made a huge impression on me. So, I wanted to taste some hiking in the mountains there. This was a perfect time for that before winter. For a long time I was looking for a trail that would not be as drastic for my knees as my last trip. Unfortunately, most routes around the town of Hemsedal (yes, the main town in the area has the same name as the valley) is intended for serious walkers with steel knees. However, after persistent searching, I found something that my joints should not beg for mercy.
Hydalshjallen is a viewing point rising about 300 meters above the Hydalsdalen Valley near Hemsedal. The route has about 3 kilometers and is devoid of steep climbs. The rock at the end of the trail, with a steep cliff, offers a fantastic view of the mentioned Hydalsdalen valley and of course the hills around. I checked the weather for Saturday, and I could already expect the upcoming weekend.
On Saturday, long before dawn I got in the car and for the next 4 hours I was traveling in the dark toward north. When I entered Hemsedal, it was still dark outside. However, I managed to see the outlines of the mountains appearing in the darkness, mainly because the white snow blanket covering the slopes. I was worried because I didn’t predict that it might already be snow here. I kept going, looking for the exit of road 52 and finally found. Now I was going uphill on a gravel road. Before I reached Vavatn Lake, I had to pay a 60 kr fee for further driving. Unfortunately, this route is paid. I reached the group of vacation houses and drove on to the other end of the lake. A thin layer of snow covered the road here, so I had to drive carefully.
Where the trail to Hydalshjallen begins, there is space to park a car or even two, but I realized that those spots was already occupied. Then I went further to the next crossroad, behind which I found a much larger parking lot. As soon as I got out of the heated car, I felt it was cold. It was so cold that my fingers freezed despite the warm gloves just when I left the car.
I came to the beginning of the trail, passed two parked cars (they had to be standing there at least from the previous day) and entered a path covered with a thin layer of snow. It was already quite light. Foot and dog paw prints appeared on the path. They led me in places where the trail became invisible. Carefully, I took the trekking poles with me this time, mainly to support my knees, but this time they played a completely different role. In many places the path was covered with ice and it was the poles that saved me from falling when my feet lost their grip with the ground.

Somewhere in the middle of the route I noticed the owner of the tracks left on the path. He was far ahead of me and a little higher, with a dog running around him. So, somebody went on this route before me, I thought. I walked on and the path climbed more and more. At some point, the presence of a man with a dog became quite clear. I saw a tent, set up in the winter scenery. A man was standing next to the tent and two dogs were running around, barking nervously at me. I passed this phenomenon in a wide arc, having heard voices coming from inside the tent, probably asking why the dogs were barking so loud.

Hydalshjallen


I went away to a safe distance and realized that I was already on right place. The winter version of Hydalshjallen gave me a view of the Hydalsdalen valley. It was just beautiful. Despite the freezing fingers, I stopped for a long time and took some pictures. Before I turned back, I looked around and my attention attracted a nearby summit that I could climb. I decided it was still early, so why not to do it. The road to the top turned out to be quite easy, but due to the snow (and ice in some places), I had to move carefully. Again, the presence of the trekking poles proved to be a great help. From the summit, the view of Hydalsdalen seemed even better and in addition I could enjoy the panorama of the Vavatn lake and snowy peaks, where the rays of the rising sun were sliding. The views were fantastic, but in the end I had to come back. I went down the hill and passing the camp of the natives (because only the Norwegians could come up with the idea of ​​spending the night in a tent in such conditions). I saw them packing their belongings into their backpacks and getting ready to return. The dogs started barking again when I pass them.
I left all company behind, as they didn’t seem eager for a short chat. The rest of the route passed without major emotions, except for a harmless fall on an icy path. If not for the poles in my hands I could have some injury but after a while I could continue the march and soon I got to my car. Now, I could go on the road.

Pobieranie