Gråhorga 740 m n.p.m.

4 Paź

2016.10.02

Cały wrzesień spędzony w Polsce sprawił, że już podczas podróży do Norwegii rozmyślałem o kolejnej górskiej wyprawie. Mówiono mi, że wrzesień był zimny i deszczowy ale już dwa dni po moim powrocie miało świecić ładne słoneczko i być całkiem ciepło. Podejrzewałem jednak, że kilkutygodniowe opady pozostawiły trwałe ślady na szlakach w postaci głębokich kałuż i błota. Z drugiej strony tak długa absencja spowodowała, że nie zamierzałem się ograniczać w wyborze miejsca na kolejną wycieczkę. Mogłem przecież założyć nieprzemakalne spodnie, stuptupy czy inny sprzęt znaleziony w swoim arsenale. Z Polski przywiozłem nowe buty trekkingowe (AKU Tribute II) z membraną Gore-Tex, więc nadarzała się okazja aby je przetestować na bardziej wymagającej trasie.

Dodatkowo pomyślałem, że rozruszam nieco moje obolałe nogi. Nie dość, że kolana znowu dawały o sobie znać to dodatkowo podczas ostatniego treningu biegowego (jeszcze w Polsce) nabawiłem się bólu ścięgien achillesa.

Uznałem, że odświeżę sobie trasę na Gråhorgę, szczyt, na którym byłem już ze dwa bądź trzy razy kilka lat temu. Na górę można wspiąć się z dwóch a nawet trzech kierunków. Ja postanowiłem rozpocząć marsz z Ølensvåg. Niedzielny poranek był zimny i mglisty. Termometr wskazywał zaledwie pięć stopni a za oknem było tak biało, że nie widziałem domu sąsiadów. Dopiero między godziną dziesiątą a jedenastą zaczęło przebijać się słońce i wtedy postanowiłem wyruszyć.

grahorga-000

Położenie celu mojej wędrówki na mapie.

Pierwszy etap wędrówki wiódł tą samą drogą, którą opisywałem we wpisie Sobotni spacer. A więc konsekwentnie wznoszącą się szeroko drogę, prowadzącą pośród domów, gospodarstw rolnych i pól. Górny odcinek trasy wiódł już pośród drzew a potem gdy nachylenie drogi staje się bardziej horyzontalne, wychodzi się na podmokłą, bagnistą równinę. Na szczęście droga, która prowadzi aż do miejscowości Innbjoa okazała się sucha. Na trasie napotkałem kilkoro innych wędrowców, korzystających z ładnej pogody.

grahorga-001

Podczas wspinaczki początkowo towarzyszyła mi jeszcze poranna mgła.

grahorga-002

Bukkenibba i schowana za nią Åksla.

grahorga-pan-001

Droga

grahorga-005

Mostek wygląda dużo ładniej gdy świeci słońce. Poprzednie zdjęcie tego miejsca we wpisie Sobotni spacer.

grahorga-006

Kierunek Gråhorga (Gråhorgo).

Dotarłem do miejsca gdzie od szerokiej drogi odchodziła ścieżka prowadząca na Gråhorgę. Biegła dość stromo pod górę i zagłębiała się w las porastający zbocze. Ku mojemu zaskoczeniu również tutaj było względnie sucho. Owszem zdarzały się błotniste miejsca, ale biorąc pod uwagę opowieści o nieustających deszczach, jakie nawiedzały ten rejon w ciągu ostatniego miesiąca, byłem całkowicie zaskoczony stanem ścieżki. Krótko mówiąc, moje stuptupy wciąż spoczywały w plecaku. Droga pod górę nie należała do najłatwiejszych i pot lał się ze mnie obficie. Udało mi się ten odcinek pokonać nie zatrzymując się na dlużej niż zajmuje przetarcie twarzy szybkoschnącym ręcznikiem. Przystanąłem dopiero na dużej skale wznoszącej się ponad drzewami i tworzącej naturalny punkt widokowy. Z tego miejsca widziałem drogę przez dolinę, którą pokonałem oraz odległe szczyty gór. Rozpoznałem Bukkanibbę (jeden z moich przyszłych celów), leżącą dalej Bukkenibbę, skrytą za tą ostatnią Åkslę oraz stożek Hovdy i dolinę Vats. Słońce odbijało się w mokrych skałach na zboczu Bukkanibby, tworząc świetlne refleksy i nadając tej dość płaskiej górze uroku.

Ruszyłem dalej. Teraz coraz mniej drzew rosło wzdłuż ścieżki a wkrótce i te ostatnie zostały w tyle. Na względnie płaskiej równinie, na której się znalazłem roślinność w formie traw, wrzosów i karłowatych krzewów nie przekraczała wysokości kolan. Szlak wiódł po udeptanej ścieżce bądź prowadził po nagiej skale. Gdzieniegdzie mijałem większe lub mniejsze jeziorka. Parokrotnie spotkałem idących z naprzeciwka turystów, wracających już z Gråhorgi. Również na bardziej odległych wzniesieniach dostrzegałem sylwetki ludzkie. Wyglądały jak zjawy stojąc nad przepaścią i spoglądając w bezruchu w przestrzeń.

grahorga-pan-002

Panorama z ”punktu widokowego”. W oddali widać Vats.

grahorga-pan-003

Z tego samego miejsca widok na Bukkanibbę.

grahorga-011

Bukkanibba.

grahorga-012

Droga pod górę.

grahorga-013

Widok za plecami i schodzący turysta.

grahorga-015

Jeziorko.

grahorga-017

Kolejne jeziorko

grahorga-018

Idealna pogoda na wycieczkę.

grahorga-pan-004

Ten mały stożek daleko w tle to Hovda. U jej podnóża leży Vats.

Jakiś czas zajęło mi dotarcie do szczytu. Trasa choć długa, była świetnie oznaczona i widać było, że jest często uczęszczana. Tradycyjnie wpisałem się do zeszytu umieszczonego w skrzynce tuż przy zbudowanej z kamieni wieży. Między kamieniami kopca ktoś zatknął niewielką norweską flagę. Napiłem się wody, zjadłem banana i rozejrzałem wokół. Gråhorga jest najwyższym szczytem w całej okolicy, oferuje więc doskonały widok ze szczytu. Największe wrażenie robi panorama rozciągająca się na północy i wschodzie, gdzie można rozkoszować swój wzrok idealnie niebieskim kolorem fiordów. Spoglądając na mapę można wymienić aż cztery: Bjoafjorden, Skånevikfjorden, Etnefjorden oraz Ølsfjorden. Ciekawie prezentują się również wyspy: Borgundøya, Fjelbergøya, Halsnøya, Romsa i Glopsøya. W oddali widać miasta Stord (na północy) oraz Etne (na wschodzie) a jeszcze dalej na północnym wschodzie śniegi pokrywające lodowiec Folgefonna. Na południu można było dostrzec szczyty otaczające dolinę Vats. Pokręciłem się chwilę wokół napawając oczy widokiem i ruszyłem z powrotem.

grahorga-022

Gråhorga.

grahorga-pan-005

Widok ze szczytu.

grahorga-pan-006

Wysepki i linia brzegowa.

 

grahorga-021

Jak się dobrze przyjrzeć to na kolejnym wzniesieniu widać jaskrawą kropkę. To jedna z wielu osób, które widziałem tego dnia w górach.

grahorga-024

Biała linia na horyzoncie to lodowiec Folgefonna. Bliżej wyspa Romsa.

W drodze powrotnej również napotykałem innych wędrowców, co świadczy o tym jak popularna jest to trasa. W pewnej chwili dotarłem do miejsca, gdzie szlak oferował alternatywną drogę do jakiejś hytty. Mijałem ten drogowskaz w drodze na szczyt, jednak nie pamiętam aby coś takiego było podczas moich wcześniejszych wypraw na Gråhorgę. Poszedłem więc sprawdzić co to za domek ktoś postawił. Droga zajęła jakieś dziesięć, może dwadzieścia minut. Chatka stała na brzegu jeziora a przy niej uwaijał się jakiś człowiek. Po prawej wznosił się szczyt, z którego kilkadziesięt minut wcześniej zszedłem. Dostrzegłem wyciągniętą na brzeg łódkę. Gdy podszedłem bliżej, z naprzeciwka wyszła rodzina z psem, którą minąłem schodząc z Gråhorgi. Domyśliłem się, że ze szczytu musiała wieść inna, krótsza ścieżka w to miejsce i że jej nie dostrzegłem będąc na górze. Hytta nie była jeszcze wykończona, a krzątajacy się przy niej człowiek, częstował podróżnych kawą.

grahorga-014

To teraz na hyttę 🙂

grahorga-028

Norweski domek w górach.

grahorga-030

Powrót

grahorga-031

Czasami nie wiadomo czy patrzeć pod nogi czy podziwiać widoki.

Wróciłem na główny szlak i zacząłem schodzić w dolinę. Uporałem się ze sromizmą leśnej ścieżki i dotarłem do drogi. W drodze powrotnej napotkałem kolejnych tubylców: matki z dziećmi (a nawet z wózkiem), faceta w dresie a nawet około dwunastoletnią biegaczkę. Droga w dół sprawia więcej problemów, ze względu na większe obciążenie kolan ale zauważyłem, że jeśli obniżę nieco środek ciężkości (czyli ugnę lekko kolana) i będę nie za szybko zbiegał to ból w kolanie nie wyjdzie poza granicę lekkiego dyskomfortu. W ten sposób pokonałem większą część drogi powrotnej tam, gdzie nachylenie trasy było większe. Dodatkowo skróciłem czas dotarcia do auta.

Cała wyprawa zajęła pięć godzin i dwie minuty. Długość trasy liczyła 16,7 km a suma wysokości to ponad 900 metrów.

I jeszcze dwa słowa o nowych butach. Nie będzie to żadna recenzja ani tym bardziej test. Ot zwykłe, subiektywne wrażenia z pierwszego użycia w terenie. Przede wszystkim buty AKU Tribute II są wygodne i komfort wędrowania w nich jest wysoki, choć mi osobiście dokuczały nieco obolałe achillesy. Miałem też momentami wrażenie, że zbyt mocno usztywniają kostkę. Denerwowały mnie rozwiązujące się co chwila sznurowadła, ale to pewnie kwestia sposobu sznurowania. Poza tym jak już wspomniałem było na tyle sucho, że buty nawet nie miały okazji się pobrudzić, nie miałem więc okazji aby ocenić jak sprawują się one w mokrym środowisku. Zapewne sposobności do przeprowadzenia testu szczelności w przyszłości nie zabraknie. W końcu to Norwegia 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *