Hest 552m n.p.m. czyli wejście na Konia

6 Cze

W ciągu ostatnich tygodni bardzo się w Norwegii zazieleniło i aż chciałoby się wyrwać z domu i iść na jakąś wyprawę. Niestety z uwagi na kontuzję i zalecenia lekarza, góry mogę sobie co najwyżej pooglądać z daleka. W związku z tym odgrzebałem swoją wycieczkę sprzed trzech miesięcy, kiedy jeszcze nie było tak zielono za oknem.

2017.03.10

Sandeid to niewielkie miasteczko w południowo zachodniej Norwegii. Mimo, że położone w malowniczej zatoczce w głębi fiordu i otoczone górami, to raczej niewiele osób spoza Norwegii o nim słyszało (podejrzewam, że znalazłaby się w tej grupie dość znaczna grupa samych Norwegów z innych rejonów kraju). Miasteczko nie ma do zaaferowania przyjezdnym niczego, czego nie oferowałyby inne niewielkie miejscowości. Brak tu stoków narciarskich, hotelów, czy restauracji. Na turystycznej mapie Norwegii w ogóle nie istnieje, a mieszkający tu ludzie żyją w większości z rolnictwa lub dojeżdżają do pracy do sąsiednich miasteczek.

Dla niewtajemniczonych mała podpowiedź jak dojechać do tego miejsca. Jadąc drogą E134 przecinającą Norwegię ze wschodu na zachód, przejeżdża się przez miasteczko Ølen, w gminie Vindafjord. Z Ølen właśnie prowadzi na południe droga 514, a po przejechaniu zaledwie 9km można znaleźć się w Sandeid.

Jakiś czas temu wyczytałem w regionalnej ulotce o szlakach turystycznych wzmiankę o łatwej trasie, która zaczynała się właśnie w Sandeid. Osobiście lubię się nieco sponiewierać w górach, ale że ostatnie dni obfitowały w opady śniegu i deszczu, więc warunki na jakąś poważniejszą wyprawę przedstawiały się mało zachęcająco. Uznałem, że sprawdzę tę ‘’łatwą’’ trasę. Na stronie www.ut.no można znaleźć całkiem przydatną mapę całej Norwegii, wraz ze szlakami turystycznymi. Przestudiowałem interesujący mnie fragment i ułożyłem plan wędrówki. Postanowiłem zacząć w Sandeid, dojść do Helgeland, zrobić pętlę wokół wzgórz Haukareid i doliny Skilingsdalen i wrócić do Sandeid.

Moja planowana trasa (kolor czerwony) i rzeczywista (niebieski).

Następnego dnia rano znalazłem się w Sandeid jeszcze przed wschodem słońca i ruszyłem w drogę. Pierwszy etap wędrówki rzeczywiście jest łatwy. Idzie się wzdłuż doliny asfaltową drogą mijając po obu stronach farmy i pastwiska. Wejścia do doliny strzegą dwie góry: Hovda i Ramnafjell. W chwili, gdy je mijałem zaczęło wstawać słońce, oświetlając zaśnieżone szczyty. Trasa łagodnie się wznosiła i kiedy co parę minut oglądałem się za siebie, mogłem ujrzeć za każdym razem pełniejszą panoramę Sandeid i Sandeidfjordu. Fajnie byłoby mieć oczy z tyłu głowy.

Wschodzące słońce oświetlające Øktarenuten.

Ramnafjell (po lewej) i Hovda (po prawej). Na wprost widok na Sandeidfjord.

Z czasem pozostawiłem za sobą ostatnie zabudowania. Nachylenie asfaltowej drogi wzrosło a pod butami wyczułem cienką warstwę lodu, pokrywającą nawierzchnię. Wkrótce śnieg zastąpił lód, a droga zrobiła się bardziej płaska. Okolica wydawała się całkiem odludna gdyby nie asfaltowa droga, po której szedłem. Musiała być ona regularnie odśnieżana, bowiem warstwa śniegu nie prezentowała się okazale w porównaniu z tym, co leżało na poboczu. Okolica ta nazywa się Fjellstøl. Jest rozległą równiną, obfitującą w pagórki i większe zniesienia. Teren poprzecinany jest trasami narciarskimi i pieszymi. Tu i ówdzie można natknąć się na norweskie domki wypoczynkowe lub schroniska (jedno z nich, Olaila Fjellstove znajdowała się niedaleko mojej zaplanowanej trasy). Jakiś kilometr dalej dotarłem do skrzyżowania. Wg mapki z netu, którą zabrałem ze sobą w formie odręcznego szkicu, moja trasa wiodła dalej prosto. Porzuciłem więc wyglądającą bardziej zadbanie odchodzącą na lewo drogę i kontynuowałem marsz przed siebie. Ta część trasy nie była ostatnio odśnieżana i musiałem tutaj założyć stuptuty. Co chwila zerkałem na swoją ‘’home made’’ mapę i porównywałem ją z rzeczywistością, którą przemierzałem. Szukałem odchodzącego na prawo szlaku, który zaprowadziłby mnie wokół Haukareid.

Miejsce odpoczynku dla strudzonych wędrowców.

I w końcu, gdy zaczynały dopadać mnie wątpliwości i miałem zamiar zawrócić, znalazłem ciągnące się na prawo zagłębienie w śniegu, coś na kształt ścieżki. Skierowałem się w tamtą stronę i mając po jednej stronie ścianę lasu a z drugiej ogrodzenie dotarłem do drewnianego mostu, przerzuconego przez zamarzający strumień. Przeszedłem na drugą stronę pozostawiając las za sobą i znalazłem się na otwartej przestrzeni. Tu i ówdzie rosły pojedyncze drzewa. Przede mną po lewej wznosiła się jakaś góra. O ile się nie myliłem był to zaznaczony na mojej mapce Hest (Hest to po norwesku koń). Na wprost wznosiły się jakieś niższe wzgórza, zapewne Haukareid.

Przeszedłem się kilkadziesiąt metrów do przodu. Zaspy były tutaj dużo głębsze, a ścieżka zniknęła pod śniegiem. Uznałem, że nie mam zamiaru włóczyć się po okolicy, grzęznąc w śniegu i szukając niewidocznego szlaku. Kontynuowanie marszu byłby głupotą lub aktem czystego masochizmu. A jednak głupio mi było tak po prostu zawrócić. Dostrzegłem w oddali na najbliższym wzniesieniu czarny punkcik, który najpewniej był oznaczeniem szczytu i postanowiłem, że dojdę tam zanim się stąd zwinę.

Nie było łatwo. Warstwa śniegu sięgała już do kolan i moim jedynym pocieszeniem było to, że zabrałem ze sobą stuptuty. Straciłem z oczu swój czarny punkcik i zaczynałem wątpić czy aby nie było to jakieś drzewo lub wystający spod śniegu kamień. Nieważne, pomyślałem. Oby tylko dojść na wzgórze. I kiedy pozostało zaledwie kilkanaście metrów, ujrzałem przed sobą nieduży, wysoki może na metr kopiec kamieni oznaczający szczyt wzgórza. Dotarłem na miejsce.

Mini szczyt

Obejrzałem sobie widoki dookoła. Słońce, tak radośnie świecące jeszcze nie tak dawno, skryło się za grubymi chmurami. Było raczej szarawo i ponuro. Chciałem już wracać, ale spojrzałem jeszcze w kierunku ‘’Konia’’ i coś mi zaświtało w głowie. Z miejsca, w którym stałem widziałem szczyt. Czarny kamień na wierzchołku góry zdawał się być całkiem niedaleko. W zasięgu ręki, a właściwie nogi. Szybko przebiegłem wzrokiem z miejsca gdzie stałem, w stronę góry. Oszacowałem którędy pójść, w którym miejscu skręcić a w którym wspiąć się wyżej. Zapisałem w pamięci charakterystyczne punkty, które trzeba będzie minąć. Plan B był gotowy. Błyskawicznie podjąłem decyzję i chwilę później już szedłem w stronę Konia.

O ile wejście na wcześniejsze wzniesienie było trudne, to teraz było jeszcze gorzej. Z daleka trasa wydawała się względnie łatwa, w rzeczywistości okazała się sporym wyzwaniem dla mojej kondycji. Nogi zapadały się po kolana w śniegu. Uda paliły żywym ogniem przy każdym kroku. Pot zalewał oczy. Ale szedłem naprzód. Zatrzymywałem się co kilkanaście metrów, łapałem kilka głębokich oddechów a potem szedłem dalej. Mijałem kolejne charakterystyczne punkty, obrane wcześniej i trzymałem się ustalonej trasy. Upór i wytrwałość w końcu mnie nagrodziły. Kilkadziesiąt metrów przed sobą widziałem już wierzchołek góry. Ogromy kamień ustawiony na pokrytej śniegiem skale. Byłem tak zmęczony, że i tak musiałem się zatrzymywać parę razy nim wreszcie tam dotarłem.

Moja radość była krótka. Pogoda pogarszała się. Niebo zasnuwały szare chmury. Nie próbowałem nawet robić zdjęć ze szczytu. Każde wyszłoby dość słabe. Szybko pożegnałem Konia i ruszyłem z powrotem. Wracałem po własnych śladach, ponownie grzęznąc po kolana w śniegu. Tym razem jednak było lżej. Teraz miałem już z górki.

”Koń jaki jest, każdy widzi.”

A tu ślady miejscowej fauny.

Na grzbiecie Konia.

Doszedłem do doliny u podnóża góry i skierowałem się w stronę strumienia i drewnianego mostu. Dalej było już łatwo. Cienka warstwa śniegu, twarde, stabilne podłoże utwardzonej drogi i powolne schodzenie w kierunku Sandeid. Jak na złość, gdy zbliżałem się do samochodu, zza chmur wyjrzało słońce.

Cała wyprawa zajęła mi prawie pięć godzin a w nogach miałem ponad 18 kilometrów marszu. Po wyprawie przestudiowałem ponownie mapę w intrenecie. Szczyt Hest dużo łatwiej zdobyć idąc z północy. Jadąc drogą E134, pomiędzy miasteczkami Etne i Ølen, należy skręcić za znakiem kierującym na drogę Olailivegen a potem zygzakami pod górę aż na rozległy parking (niestety płatny: 40 koron). Z parkingu prowadzi szeroki szlak do Olaila Fjellstove (około 5 km). Hest znajduje się bardzo blisko tego właśnie szlaku. Samo schronisko otwarte jest głównie w miesiącach letnich. Ale zimą również można zastać drzwi otwarte głównie podczas ferii, świąt czy w weekendy. Więcej informacji na ten temat można znaleźć na stronie Norweskiego Towarzystwa Turystycznego (Den Norske Turistforening).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *