górskie wyprawy

Eldrevatnet, Vesle Juklevatnet & Juklevatnet

To miała być kolejna jesienna wycieczka a skończyło się na spacerze w zimowej scenerii. Na południu Norwegii wciąż jeszcze nie myśli się o zimie. Jest w końcu dopiero początek listopada. Niektórzy nadal jeszcze jeżdżą na oponach letnich. Dwa tygodnie wcześniej w górach niedaleko Rjukan również nie było śladu śniegu. Dlaczego więc teraz miało być inaczej? Myśl o zimie nie zawitała w mojej głowie podczas planowania tego wypadu. Więcej nawet, myślałem na poważnie o noclegu w górach. Spakowałem do auta namiot i śpiwór z nastawieniem, że wrócę dopiero kolejnego dnia i będę miał dwa dni na wędrówki po górach.

Rzeczywistość postawiła mnie do pionu gdy coraz bardziej zbliżałem się do celu, a z mroku sobotniego poranka wyłaniały się ośnieżone szczyty, które mijałem. Szron na drodze uświadomił mi jak bardzo beztroskie plany miałem na ten weekend. Decyzję o ich porzuceniu powziąłem jednak dopiero gdy dojechałem na miejsce i wysiadłem z auta na lodowate powietrze i mroźny, silny wiatr. Myśli o jakimkolwiek noclegu w takim klimacie momentalnie wywietrzały mi z głowy. Uznałem jednak, że głupotą byłby powrót już teraz, skoro spędziłem w samochodzie kilka godzin, żeby się tu dostać. W związku z tym postanowiłem pochodzić trochę bez żadnych ambicji podejściowych i może cyknąć kilka fotek zanim zawinę się z powrotem na południe.

Miejscem, do którego zawitałem tym razem był obszar pomiędzy Hemsedal a górami Filefjell. Od paru lat myślałem o wejściu na jedną z tutejszych gór, Breisnosi (1641m n.p.m.). W połowie wysokości zbocza znajduje się jeziorko, do którego spływają po stromych ścianach liczne strumienie tworząc spektakularny widok z poziomu oddalonej o parę kilometrów dalej drogi. Jak musiało to wyglądać z góry, mogłem się tylko domyślać. I dlatego chciałem tam wejść. Przy okazji ustaliłem trasę na inną pobliską górę i z takim nastawieniem wybierałem się na weekendowy wypad w góry.

.

Moja trasa miała się rozpocząć przy wschodnim brzegu jeziora Juklevatnet, do którego dochodzi podrzędna droga dojazdowa. Ta ma swój początek przy północnym skraju jeziora Eldrevatnet,  przy drodze nr 52. Nie dane mi jednak było dojechać aż tak daleko, bowiem ledwo skręciłem w tę boczną drogę, natknąłem się na szlaban. Już wtedy zdawałem sobie sprawę, że jakiekolwiek zdobywanie szczytów mogę sobie tego dnia odpuścić. Na obie góry, które sobie zaplanowałem wejść, nie prowadziła żadna ścieżka, a marsz na przełaj w śniegu do najprzyjemniejszych nie należy. W związku z tym opracowałem naprędce plan B, zakładający pozostawienie auta przed szlabanem i dojście pieszo do końca drogi, do samego jeziora Juklevatnet i z powrotem.

Drogę, po której przyszło mi iść pokrywał śnieg, na szczęście dość cienki i nie utrudniający marszu. Problemem nie był również wiatr, który niemal przez całą trasę nie sprawiał mi kłopotów. Gorzej było z temperaturą. Czujnik w samochodzie podczas jazdy wskazywał, że na zewnątrz jest od minus 2 do minus 4 stopni. Jak było na trasie, tego nie wiem, jednak pomimo grubych rękawic moje palce kostniały z zimna.

Mimo wszystko spacer był niesamowicie przyjemny, a to zapewne zasługa niesamowitych widoków niemal na każdym kroku. Udało mi się dojechać na miejsce jeszcze przed wschodem słońca, miałem więc okazję podziwiać ten świetlny spektakl na żywo, a połączenie barw czystego śniegu, błękitnego nieba i złocistych promieni słonecznych to rozkosz dla oczu.

Samej drogi nie ma co szerzej opisywać. Jak wspomniałem zaczyna się przy drodze nr 52, mija jezioro Eldrevatnet, po czym rozgałęzia się na dwie odnogi. Ja udałem się prosto w kierunku wschodnim, ku kolejnym jeziorom: Vesle Juklevatnet oraz Juklevatnet. Druga odnoga jest znacznie dłuższa i prowadzi do zapory na jeziorze Sulevatnet, jakieś 10 km dalej na północ. „Moja” droga również kończyła się zaporą na wąskim  przesmyku oddzielającym jeziora Vesle Juklevatnet i Juklevatnet. Mijając ten pierwszy akwen także napotkałem tamę, regulującą poziom wody spływającej z gór. Zapewne regulacje poziomów były dokonywane wiosną, gdy topniejące śniegi stwarzały zagrożenie podtopień w niższych partiach terenu.

Trasa od miejsca, gdzie pozostawiłem samochód to końca drogi liczy jakieś 8 km, a przepiękna pogoda, która mi towarzyszyła sprawiła, że wędrówka ani przez moment nie robiła się monotonna. Widoki zapierały dech w piersi. Aparat rzadko opuszczał moje dłonie i wkrótce jego bateria zaczęła skamleć o litość. Na szczęście tym razem zapobiegliwie zabrałem ze sobą drugą. W drodze powrotnej zaczęło się nieco chmurzyć i przez moment miałem nawet nadzieję na jakieś zdjęcia przy padającym śniegu ale ostatecznie nie spadł ani jeden biały płatek. Pozostało spakować się do auta i spędzić kolejne parę godzin wracając do domu.

It was supposed to be another autumn trip but I ended up walking in winter scenery. In the south of Norway, you still don’t think about winter. It’s only the beginning of November, after all. Some still run on summer tires. Two weeks earlier, there had also been no sign of snow in the mountains near Rjukan. So why should it be any different now? The thought of winter did not cross my mind while planning this trip. Even more, I was seriously considering an overnight stay in the mountains. I packed the tent and sleeping bag into the car thinking that I would not be back until the next day and I will have two days for hiking in the mountains. Reality slapped me in the face as I neared my goal more and more, and from the darkness of Saturday morning emerged the snow-capped peaks I passed. The frost on the road made me realize how badly my plans were for this weekend.

I wasn’t give up and go back. I needed just modify my assumptions. It was cold and windy, but it seemed that there will be some clear sky during the day, so I wanted to use that. I decided to walk a little bit with no approach ambition and maybe take a few pics before winding back south.

The place I visited this time was the area between Hemsedal and Filefjell Mountains. For several years I have been thinking about climbing one of the local mountains, Breisnosi (1641m above sea level). In the middle of the slope there is a lake, to where couple of streams flow down steep walls into it, creating a spectacular view from the level of a road a few kilometers away. I could only guess what it had to look like from above. And that’s why I wanted to go up there. By the way, I set a route to another nearby mountain and with this attitude I was going on a weekend trip to the mountains. My route was to begin at the eastern shore of Lake Juklevatnet, accessed by a minor road. This one begins at the northern edge of Eldrevatnet Lake, on the road No. 52. However, I was not able to get that far, because I had barely turned into this side road, I encountered a barrier. I already realized that I can’t go to any peaks that day. There was no path leading to the two mountains that I planned to hike, and the cross-country march in the snow is not the most pleasant trip. So I made a quick plan B, leaving the car at the barrier and walking to the end of the road, to Lake Juklevatnet and back again.

The road on which I had to walk was covered with snow, fortunately quite thin. The wind was not a problem either, which did not cause any problems for me almost throughout the entire route. It was worse with the temperature. The sensor in the car while driving indicated that outside were minus 2 – 4 degrees. I don’t know how it was on the route, but despite the thick gloves, my fingers were frozing. But despite this, walk was incredibly pleasant, and this is probably due to the amazing views at almost every step. I managed to get there before the sunset, so I had the opportunity to admire this light show live, and the combination of the colors of pure snow, blue sky and golden sun rays is a delight for the eyes.

There is no need to describe the road itself in more detail. As mentioned, it begins on Route 52, passes Eldrevatnet Lake, and then splits into two arms. I went straight east to the next lakes: Vesle Juklevatnet and Juklevatnet. The second branch is much longer and leads north to the dam on Sulevatnet Lake for another 10 km. “My” road also ended with a dam on the narrow isthmus separating the lakes Vesle Juklevatnet and Juklevatnet. Passing the first reservoir, I also encountered a dam regulating the level of water flowing down from the mountains. Probably the level adjustments were made during the spring, when the melting snow created a risk of flooding in the lower parts of the terrain. The route from the place where I left the car to the end of the road is about 8 km long, and the beautiful weather that accompanied me made the trip not monotonous for a moment. The views were breathtaking. The camera rarely left my hands, and soon its battery began to moan for mercy. Fortunately, this time I took the spare one with me. On the way back it started to get a bit cloudy and for a moment I was even hoping for some pictures in the falling snow, but in the end not a single white flake fell down. All that was left was to pack into the car and spend the next few hours going home.

Download file: vesle-juklevatnet-06-11-2021-13-19.gpx