górskie wyprawy,  Wycieczki z Tymkiem

Tymek zdobywa Krakkanuten, część 2

Latem, razem z Tymkiem wleźliśmy na Preikestolen. Ale nie była to jedyna nasza wspólna górska wycieczka.

Już następnego dnia po powrocie z Preikestolen, zaciagnąłem Tymka na kolejną wycieczkę. Tym razem o wiele bliższą. Co prawda chciałem odczekać choć jeden dzień, żeby lepiej wypocząć, ale prognozy pogody nie pozostawiały nam czasu na regenerację. Kolejnego dnia miało już padać. Decyzja więc zapadła. Uznałem ponadto, że wybierzemy się na pobliskie Krakkanuten, na którym byłem już kilka razy, a i Tymek swego czasu też się tam wdrapał. Miała więc to być dla niego swoista podróż w czasie. On sam przyznawał, że niewiele pamięta z tamtej poprzedniej wspinaczki. Nic zresztą dziwnego, miało to miejsce 10 lat temu, kiedy był on zaledwie 5-letnim chłopcem. W głowie utkwiło mu jedynie, że jadł jabłko na szczycie. I chyba dlatego spakował na drogę kolejne, a ja pomyślałem, że zrobię fotkę porównawczą gdy będziemy na szczycie.

Close
Wyznaczanie trasy
pokaż opcje ukryj opcje
Print Reset
Pobieranie wskazówek...
Close
Find Nearby Zapisz położenie znacznika Wyznaczanie trasy

Tak zupełnie szczerze, to tytuł tego wpisu powinien brzmieć „…, część 3”, bo po raz pierwszy Tymek zameldował się na Krakkanuten gdy dopiero uczył się chodzić, a całą drogę na szczyt przebył w nosidełku na mojej piersi (a moze na plecach). Ale wtedy jeszcze ten blog nie był nawet w planach.

Udaliśmy się na parking przy Øvre Vats bedehus. Stamtąd po asfaltowym chodniku biegnącym wzdłuż drogi E134 doszliśmy na początek szlaku. Ten przebiegał przez czyjeś gospodarstwo i niknął w lesie. Trasa nie była zbyt długa, ale nachylenie terenu robiło swoje i już wkrótce dyszałem jak parowóz. Tymek znów nie zabrał swojego plecaka i beztrosko maszerował bez żadnego obciążenia, wyrzedzajac mnie o co najmniej kilkanaście metrów. Gdy sie zatrzymywał od czasu do czasu, żeby na mnie zaczekać, widziałem na jego twarzy kpiący uśmiech. Tak tak, przekazywał mi bez słów, jestem młody i w dużo lepszej formie i tak się nie męczę jak ty, staruszku. Ehh ta dzisiejsza młodzież, zero zrozumienia dla starszych.

Po jakimś czasie wyszliśmy na otwartą przestrzeń. Było trochę mokro i miejscami trzeba było uważać, gdzie stawia się stopy, ale ogólnie mając już jakieś widoki wokół, szło się raźniej.  Dostrzegałem znajome miejsca w oddali. Szczyty Åksla, Vardefjellet, Hovdę. Na południu majaczył masyw ze szczytem Fuglen.

Wdrapaliśmy się na szczyt. Tymek zainteresował się notesem w stalowej skrzynce, gdzie mógł wpisać swoje imię. Potem poprosił o jabłko. Cóż, trochę trudno dostrzec podobieństwo do tamtego dziecka sprzed 10-ciu lat, ale to wciąż mój chłopak. I cieszę się, że udało nam się powtórzyć tamtą wycieczkę. Pokręciliśmy sie jeszcze trochę wokół szczytu i zaczęliśmy schodzić.

Trasa w dół nie wymaga jakiegoś szcególnego opisu. Szliśmy dokładnie tą samą ścieżką. A ja zastanawiałem się czy jeszcze kiedyś będziemy mieć okazję na kolejną część zdobywania Krakkanuten.

The very next day after returning from Preikestolen, I dragged Tymek on another hike. This time, a much closer one. I wanted to wait at least one day to get some rest, but the weather forecast didn’t leave us time to recover. It was supposed to rain the next day. So the decision was made. I also decided that we would go to nearby Krakkanuten, which I’d already climbed several times, and Tymek had climbed there once himself. It was supposed to be a time travel experience for him. He admitted that he didn’t remember much from that previous time. It’s no surprise, though, as it happened 10 years ago, when he was only four / five years old. The only memory he had was about eating an apple at the summit and that’s why he packed another apple for this trip. I thought I’d take a comparison photo once we reached the top.

In all honesty, the title of this post should have been „…, part 3,” because Tymek first reported to Krakkanuten when he was just learning to walk, and he went the entire way to the summit in a baby carrier on my chest (or maybe on my back). But back then, this blog wasn’t even in the plans.

We headed to the parking lot at Øvre Vats bedehus. From there, along the asphalt sidewalk alongside the E134 road, we reached the beginning of the trail. It passed through someone’s farm and disappeared into the forest. The route wasn’t very long, but the gradient took its toll, and soon I was panting like a locomotive. Tymek hadn’t brought his backpack again and was leisurely marching along without any load, trailing me by at least a dozen meters. When he stopped occasionally to wait for me, I could see a mocking smile on his face. Yes, yes, he was telling me without words, I’m young and in much better shape, and I don’t get tired like you, old man. Ah, these young people these days, no understanding of their elders.

After a while, we emerged into the open area. It was a bit wet, and in places we had to be careful where we placed our feet, but overall, having some views around us made the hike more enjoyable. I spotted familiar places in the distance: the peaks of Åksla, Vardefjellet, Hovda. To the south, the massif with Fuglen loomed.

We climbed to the top. Tymek took an interest in the notebook in the steel box where he could write his name. Then he asked for an apple. Well, it’s a bit hard to see the resemblance to that kid from 10 years ago, but he’s still my boy. And I’m glad we managed to repeat that trip. We wandered around the peak a bit more and then started descending.

The route down doesn’t require any special description. We followed the exact same path. And during descent I wondered if we’d ever have the opportunity to climb Krakkanuten together again.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *