górskie wyprawy

Nocleg w Haukeli

Z niecierpliwością oczekiwałem kolejnego weekendu i okazji do wypadu w góry. Zaplanowałem dość ambitną wędrówkę, którą opiszę następnym razem. Nie chciałem jednak zrywać się z łóżka w środku nocy aby dojechać na miejsce na 8 rano. Sugerując się opisem wyprawy jednej norweskiej pary, uznałem, że dobrym pomysłem będzie wyjechanie dzień wcześniej i spędzenie w pobliżu nocy pod namiotem, żeby rano być wypoczętym i gotowym na trudną wędrówkę. W międzyczasie pojawiła się jeszcze jedna sprawa do załatwienia i plan musiał ulec pewnym modyfikacjom. Ostatecznie wylądowałem na noclegu w górach Haukeli, jakieś 90 kilometrów od miejsca docelowego.

Wybrałem przepiękną miejscówkę na parkingu przy drodze E134, z oszałamiającym widokiem na jezioro Ståvatn i pokryte śniegiem góry wokół. Nie brałem na tę wyprawę namiotu. Zamiast niego zdecydowałem się przetestować kupiony jeszcze w zeszłym roku tarp. Rozłożyłem go, nie bez pewnych trudności, pomiędzy parkingiem, a brzegiem jeziora, na pagórkowatym i nierównym podłożu. Było trochę pochmurno ale prognozy nie zapowiadały deszczu, co mnie cieszyło, bo mój tarp zapewne nie zagwarantowałby mi suchej nocy w przypadku opadów.

Po 22.00 wciąż było widno, co jest normalne na tej szerokości geograficznej, nawet biorąc pod uwagę, że góry Haukeli nie leżą za kołem podbiegunowym. Mimo to wsunąłem się do śpiwora. Nie jest łatwo zasnąć, gdy oczy sycą się takimi widokami. Poza tym nierówne podłoże utrudniało wygodne ułożenie ciała i co chwila zsuwałem się kilkanaście centymetrów w dół. W końcu jednak powieki zamknęły się na dobre i zapadłem w sen.

Obudził mnie deszcz. Nie była to jakaś straszna ulewa, ot przelotny deszczyk. Padało mi jednak prosto na głowę (w przyszłości będę musiał bardziej przyłożyć się rozstawiania tego typu schronienia). Czy to z lenistwa, czy z uporu, uznałem, że nie będę się ruszał i przeczekam deszcz. Poprawiłem tylko nieco płachtę tarpu nad sobą, dzięki czemu przestało kapać mi bezpośrednio na głowę i ponownie pogrążyłem się w krainę snu. A deszcz rzeczywiście musiał niedługo potem minąć.

Kolejnym razem obudził mnie chłód. Niebo było szare, ni to kompletna noc, ni poranek. Sięgnąłem po komórkę i sprawdziłem godzinę. Jakieś w pół do czwartej. Trochę za wcześnie żeby już wstawać. Było jednak zimno. Jeszcze wieczorem, nim wsunąłem się do śpiwora przebrałem się w termoaktywną bieliznę i bluzę a na stopy założyłem ciepłe skarpety. W nocy odnalazłem nawet czapkę a mimo to teraz marzłem. No i druga sprawa, było mi niewygodnie. Ciężko było mi ułożyć się w taki sposób, żeby z powrotem zasnąć. Ostatecznie o czwartej podjąłem decyzję, że pora wstać. W toalecie na parkingu umyłem zęby, zwinąłem cały majdan i nie śpiesząc się ruszyłem w drogę. Czekała mnie tego dnia ciężka wędrówka.