górskie wyprawy

Gygrestolen

To był jeden z tych deszczowych weekendów, kiedy nawet Norwegowie niechętnie wychodzili z domów. Ja jednak, pozbawiony górskiej aktywności przez niemal cały miesiąc musiałem się gdzieś wyrwać. Choćby całe niebo miało się walić na głowę, nie mogłem kolejnego weekendu przesiedzieć na tyłku. Udało mi się znaleźć w internecie ciekawą miejscówkę, co widać na powyższym zdjęciu.

Te interesujące skałki znajdują się w rejonie Midt-Telemark, niedaleko miejscowości Bø. Miejsce nosi nazwę Gygrestolfjellet (lub Gygrestolen) i jest popularnym targetem dla wspinaczy. Dla szarych piechurów przewidziano, liczący 7 kilometrów szlak zaczynający się i kończący przy jeziorze Uvdalstjønn. Mniej więcej w połowie pętli znajdują się te dwie pionowe skały.

Jak wspomniałem, pogoda była raczej deszczowa i na obszernym (darmowym) parkingu  nie zastałem innych samochodów. Ktoś tam na górze musi nade mną czuwać, bo gdy tylko rozpocząłem wędrówkę, przestało padać. Przerwa w opadach trwała właściwie aż do momentu gdy już schodziłem ze ścieżki, ponad trzy godziny później. Nie znaczy to wcale, że maszerowałem po suchym podłożu. Co to to nie. Leśne ścieżki spływały wręcz, tworząc wartkie potoki. Wymyśliłem nawet nazwę na to zjawisko: ścieżko-rzeka. Gdy wszedłem już nieco wyżej i normalnie mógłbym zawiesić wzrok na jakichś widokach, w obecnych warunkach widziałem jedynie biel. Szedłem jednak dalej, mając nadzieję, że tak jak i z deszczem, Ten Ktoś na górze zlituje się nade mną także w kwestii widoków.

I rzeczywiście się zlitował. Mało tego, spoza chmur zaczęło nawet wyglądać słońce. I gdy tylko zabrałem się do robienia zdjęć, ujrzałem Widmo Brockenu na chmurach otaczających skały Gygrestolen. Ja to mam szczęście. Dla tych, którzy nie są w temacie, Widmo Brockenu to zjawisko optyczne, spotykane najczęściej w górach, kiedy słońce rzuca cień obserwatora na chmury znajdujące się poniżej. Czasami ów cień otoczony jest tęczowym okręgiem. Nazwa tego optycznego fenomenu pochodzi od szczytu Brocken w górach Harz (Niemcy), gdzie po raz pierwszy zostało zaobserwowane i opisane (rok 1780).

Najchętniej spędziłbym tam cały dzień bo zarówno sama formacja skalna, omywana przez chmury jak i spektakl promieni słonecznych przebijających się przez chmury robiły niesamowite wrażenie, ale wydawało się, że pogoda lada chwila znów zacznie się załamywać. Czas więc było się zbierać.

Dalsza droga znów prowadziła przez las. I ponownie spory jej odcinek prowadził kolejną ścieżko-rzeką. Teraz już nawet nie zwracałem uwagi gdzie stawiam stopy. Buty i tak były przemoczone. Wciąż jednak towarzyszyła mi euforia po spektaklu jaki dane mi było ujrzeć wyżej. Byłbym pewnie równie szczęśliwy, będąc całkiem mokry, ale jak już wspomniałem deszcz kontynuował swój proces powodziowy dopiero gdy skończyłem wędrówkę.

Takie wędrówki jak ta potrafią rewelacyjnie podładować wewnętrzne akumulatory i działają lepiej niż wieczór spędzony na kanapie przy dobrym filmie. Ale bywają też uzależniające.

It was one of those rainy weekends when even Norwegians stay inside. But for me, deprived of mountain activity for almost a month, it was no option to stay home for another weekend. I had to get out somewhere. Even if the whole sky was falling over my head, I needed some outdoor activity. I found an interesting spot on the internet, as shown in the photo above.

These interesting rocks are located in the Midt-Telemark area, near the town of Bø. The place is called Gygrestolfjellet (or Gygrestolen) and is a popular destination for climbers. There is a 7-kilometer trail for ordinary hikers like me that starts and ends at Uvdalstjønn Lake. About halfway the loop you can meet these two vertical rocks.

As I mentioned, the weather was rather rainy and I did not find any other cars in the large (and free) parking lot. Someone up there has to watch over me, because as soon as I started my journey, it stopped raining. The break in the rain actually lasted until I was already leaving the path, more than three hours later. It does not mean that I was walking on dry ground. Definitely not. Forest paths ran down, creating swift streams. I even found a name for this phenomenon: path-river.

When I got a little higher and normally I could hang my eyes on some views, in the present conditions I only saw white. But I walked on, hoping that, like the rain, the Someone up there would take mercy on me and take away the clouds for some views. And He did take mercy. Not only that, the sun even started to peek out from behind the clouds. And as soon as I started taking pictures, I saw the Brocken Spectre in the clouds surrounding the Gygrestolfjellet rocks. I am so lucky. For those who are not in the subject, the Broocken Specter is an optical phenomenon most commonly found in the mountains, when the sun casts the observer’s shadow over the clouds below. Sometimes this shadow is surrounded by a rainbow circle. This optical phenomenon is named after the Brocken peak in the Harz Mountains (Germany), where it was first observed and described (1780).

I would like to spend the whole day there, because both the rock formation itself washed by the clouds and the spectacle of sunlight breaking through the clouds made an amazing impression. But it seemed that the weather would start to break down again any moment. So it was time to go. The further road led through the forest again. And again, a large section of it led along another path-river. The rain continued its flood process just after I had finished my trek.

Trips like this can supercharge internal batteries and it works better than an evening spent on the couch watching a good movie. But they can also be addictive.

Download file: 20201115_101930.gpx