-
Øktarenuten & Døldaren
Od poprzedniego wypadu w góry minęło sporo czasu. To dużo biorąc pod uwagę fakt, że ma się je właściwie na wyciągnięcie ręki. No ale wyszło jak wyszło i nie ma co drążyć tematu. Najważniejsze, że udało się powrócić na szlak, spędzić kilka godzin i kilkanaście kilometrów wśród zjawiskowych elementów norweskiego krajobrazu i przy tym świetnie się bawić. Tym razem do planowania wyprawy i do samej wycieczki dołączył Maniek, kolega z pracy i zapalony kolarz. Odpowiem od razu na cisnące się na usta pytanie. Nie, nie zabrał ze sobą roweru (choć było blisko). Uzgodniliśmy, że idziemy na Øktarenuten, szczyt znajdujący się w tym samym paśmie górskim co Åksla, Vardafjell, Døldaren…
-
Brennesteg 520 m n.p.m.
Tydzień siedzenia w domu z chorymi dziećmi daje w kość. Tak bardzo, że musiałem się wyrwać choć na chwilę. I nie miało znaczenia nawet to, że pogoda nie zachęcała do spacerów. Zastanawiałem się dokąd mógłbym się udać, żeby spędzić jakąś godzinkę, może półtorej poza domem tylko spacerując i nie przemęczać się za bardzo. Myślałem i myślałem i nie przychodziły mi do głowy żadne płaskie trasy. Postanowiłem więc wybrać się na mało wymagający szczyt Brennesteg, który ”zaliczyłem” już jesienią. Spakowałem plecak i udałem się na miejsce. Dojazd autem na prowizoryczny parking przy farmie na Blikra zajął jakieś dziesięć minut. Mogłem ruszać. To będzie łatwy spacerek, myślałem, mając w pamięci poprzednią…
-
Friarane
W niedzielę, dzień po moim nieudanym wejściu na Bukkenibbę, pogoda była wręcz fantastyczna. Poranne mgły ustąpiły słońcu, które tak grzało, że aż dziw, że zalegający wszędzie śnieg nie stopniał. Żal było siedzieć w domu, więc spróbowałem namówić Tymka na jakiś wspólny wypad w góry. Zajęty zabawą klockami Lego oczywiście nie był zainteresowany. Na szczęście z pomocą przyszła moja małżonka, która z chęcią chciała pozbyć się nas z domu. Spakowała młodemu plecak, pomogła mu się ubrać i już po chwili siedzieliśmy obaj w aucie zastanawiając się na jaka górkę się wybrać. Wybrałem ponownie Hovdę, jako w miarę łatwą. Po dotarciu na miejsce, zarzuciliśmy plecaki, założyliśmy okulary przeciwsłoneczne (bo odbite od…
-
Bukkenibba – podejście pierwsze
Na górkę o oryginalnej nazwie Bukkenibba chciałem wejść już od dłuższego czasu. Szczyt kusi mnie właściwie każdego dnia, bo podobnie jak Aksla, Vardafjell czy Krakkanuten, widuję go za każdym razem jadąc do lub z pracy. Znajduje się vis a vis Aksli jednak jedyna znana mi droga na górę ma swój początek w oddalonej jakieś dziesięć kilometrów od mojego domu miejscowości Ølensvåg. Jeśli jakiś alternatywny szlak znajduje sie bliżej to ja o tym nie wiem i podejrzewam, że jedyna opcja aby się tego dowiedzieć to dotrzeć na szczyt i na miejscu rozejrzeć się za innymi trasami. Uznałem, że wystarczająco długo już siedziałem bezczynnie próbując wykurować kolano (bez rezultatów zresztą) i…
-
Vassnuten (463m n.p.m.) i rudy kot
Nikogo nie muszę przekonywać, że przegląd auta to ważna rzecz. Wiele osób zapewne nie za bardzo lubi takie wizyty u mechanika bo zawsze wiążą się one z kosztami, a jak wyjdą jeszcze jakieś usterki do naprawienia to stajemy się automatycznie ubożsi. W Norwegii jak wszystko inne wizyta u mechanika kosztuje więcej i niestety przegląd z Polski się nie liczy 🙂 Plusem jest jednak fakt, że przegląd auta robi się raz na dwa lata a nie jak u nas raz na rok. Mam sprawdzonego mechanika, do którego jeżdżę już od paru lat i choć jestem ogólnie zadowolony z jego usług to jak wspomniałem rachunki od niego odbijają się czasem dość…
-
Thorsgruva i gryzący mróz
Jak byście zareagowali na wiadomość, że w okolicy, w której mieszkacie znajduje się kopalnia uranu? Z pewnością byłaby to dość niecodzienna wiadomość i mogłaby wywołać dość różnorakie emocje takie jak niedowierzanie, szok, ciekawość a nawet strach (w końcu uran jest radioaktywny). O tym, że niedaleko mojego domu jest tego typu obiekt przeczytałem w necie ale nie na stronie głównej wiadomości. Nie była to jakaś mega sensacja, nie trąbili o tym w radiu. Kopalnia owszem jest ale od wielu wielu lat jest już nieczynna i zapewne tylko miejscowi mają o niej pojęcie. Atrakcja turystyczna właściwie żadna, o czym miałem się przekonać, zresztą skoro po mojej ponad pięcioletniej obecności w tym miejscu…
-
Grånuten 527 m n.p.m.
Gdyby ktoś mnie chciał przekonać do zimowego łażenia po górach jeszcze parę miesięcy temu, pewnie miałbym spore zastrzeżenia co do jego zdrowia psychicznego. No bo jak to? Zimą chodzić w góry? W śniegu i mrozie? Przecież tak można się łatwo zabić. Bo to oblodzone skały, na których łatwo się poślizgnąć i gdzieś zlecieć. Albo wpaść w jakąś dziurę skrytą pod śniegiem. Ogólnie dość ryzykowna sprawa. Biorąc jeszcze pod uwagę ostatnie wypadki w Tatrach, takie obawy nie są bezpodstawne. A jednak zimą w góry chodzić można o czym sam się przekonałem. Na początku grudnia wlazłem na Akslę a w miniony weekend postawiłem stopę na kolejnej górce. Tak więc zimowe wyprawy…
-
Aksla
Zastanawiałem się niedawno kiedy znowu mógłbym się gdzieś wybrać i czy do tego czasu uda mi się uporać z rzeczami, które podczas ostatnich wędrówek dawały mi popalić. Okazja do wyjścia w góry znalazła się w ostatni weekend. Zapowiadała się całkiem fajna pogoda, więc obwieściłem małżonce że idę. A co do uporania się z tymi ważnymi rzeczami to lista prezentuje się następująco: Bolące kolano – nie do końca wyleczone ale nie dokucza już tak bardzo. Przeciekające buty – cóż, miałem plan zakupić lepsze ale jakoś nie wyszło. Znaleźć sposób na przymocowanie statywu do plecaka – póki co nie znalazłem idealnego rozwiązania. Z uwagi na powyższe zdecydowałem, że wejdę tylko na…
-
Hovda – podejście drugie
Zima powoli acz nieubłaganie dociera do Norwegii. Ostatnie dni to typowa dla tego regionu deszczowa pogoda. Jednak ostatni weekend okazał się niespodziewanie suchy, słoneczny choć mroźny. Temperatura spadła poniżej zera i utrzymywała się tak przez kolejne trzy dni. Słońce wręcz zachęcało aby wyrwać się z domu a ustępujący ból w lewym kolanie sprawiał, że intensywnie myślałem o jakiejś mało wymagającej wycieczce w góry. Pomyślałem też, że jeśli zabiorę ze sobą Tymka, nie będę mógł narzucić sobie jakiegoś intensywnego tempa a przewietrzenie małego potwora wyjdzie mu tylko na zdrowie. W końcu ile można siedzieć w domu oglądając bajki czy bawiąc się klockami. Moje wysiłki zmierzające do przekonania chłopca do swoich…
-
Karaluchy – recenzja
Norwegia to nie tylko góry, fjordy i trolle. Kolejnym znakiem rozpoznawczym, towarem eksportowym wręcz, jest nazwisko Jo Nesbø. Pisarz kryminałów oraz książek dla dzieci od kilku już lat nie ma sobie równych jeśli chodzi o ilość sprzedanych egzemplarzy w kraju wikingów. I o ile w sąsiedniej Szwecji prym wiodą takie nazwiska jak Henning Mankell czy Camilla Läckberg to Nesbø w swoim kraju praktycznie nie ma konkurencji. Sławę przyniósł mu cykl kryminałów, w których postacią centralną jest komisarz Harry Hole, twardziel, inteligentny śledczy i alkoholik. Każda książka z cyklu ma swój niepowtarzalny klimat. Każda to mroczna opowieść o zbrodni, brutalnych morderstwach, skomplikowanym śledztwie i wewnętrznej walce głównego bohatera z wewnętrznymi demonami.…