-
Hovda – podejście drugie
Zima powoli acz nieubłaganie dociera do Norwegii. Ostatnie dni to typowa dla tego regionu deszczowa pogoda. Jednak ostatni weekend okazał się niespodziewanie suchy, słoneczny choć mroźny. Temperatura spadła poniżej zera i utrzymywała się tak przez kolejne trzy dni. Słońce wręcz zachęcało aby wyrwać się z domu a ustępujący ból w lewym kolanie sprawiał, że intensywnie myślałem o jakiejś mało wymagającej wycieczce w góry. Pomyślałem też, że jeśli zabiorę ze sobą Tymka, nie będę mógł narzucić sobie jakiegoś intensywnego tempa a przewietrzenie małego potwora wyjdzie mu tylko na zdrowie. W końcu ile można siedzieć w domu oglądając bajki czy bawiąc się klockami. Moje wysiłki zmierzające do przekonania chłopca do swoich…
-
Karaluchy – recenzja
Norwegia to nie tylko góry, fjordy i trolle. Kolejnym znakiem rozpoznawczym, towarem eksportowym wręcz, jest nazwisko Jo Nesbø. Pisarz kryminałów oraz książek dla dzieci od kilku już lat nie ma sobie równych jeśli chodzi o ilość sprzedanych egzemplarzy w kraju wikingów. I o ile w sąsiedniej Szwecji prym wiodą takie nazwiska jak Henning Mankell czy Camilla Läckberg to Nesbø w swoim kraju praktycznie nie ma konkurencji. Sławę przyniósł mu cykl kryminałów, w których postacią centralną jest komisarz Harry Hole, twardziel, inteligentny śledczy i alkoholik. Każda książka z cyklu ma swój niepowtarzalny klimat. Każda to mroczna opowieść o zbrodni, brutalnych morderstwach, skomplikowanym śledztwie i wewnętrznej walce głównego bohatera z wewnętrznymi demonami.…
-
Kilka słów o trollach
Mija już prawie miesiąc od poprzedniego wpisu, wypadałoby więc skrobnąć co nieco. Problemy z kolanem uziemiły mnie w domu i w chwili obecnej nie wiem, kiedy będę mógł się znów wybrać w góry, więc trzeba znaleźć jakiś temat zastępczy. Od razu nasunął mi się pomysł aby coś napisać o włochatych, brzydkich stworach, które stały się narodowym symbolem Norwegii (w końcu tytuł bloga zobowiązuje). Znane z ludowych podań trolle to przeważnie duże (często przewyższające wysokość drzewa) istoty wyglądem przypominające z grubsza człowieka o nieprzyjemnej aparycji i jeszcze bardziej nieprzyjemnym charakterze. Prawdopodobnie to nimi straszono małe dzieci. Widocznie w Norwegii nie znano żadnej czarownicy, Żydów czy czarnej wołgi. Trolle nie odznaczają się…
-
Tymek zdobywa Krakkanuten
Jesień w Norwegii to przeważnie długa, nieustająca pora deszczowa. Bywa, że jak już spadnie pierwszy deszcz to potrafi padać przez trzy miesiące. Tak dzień w dzień. Dlatego też pogodne dni są miłym urozmaiceniem i dobrze je wykorzystać na podładowanie baterii. Wypad w góry może być świetnym sposobem na wyciszenie, odpoczynek od codziennych obowiązków czy zwyczajne odstresowanie się. Kilka w miarę bezdeszczowych dni z rzędu i taka wycieczka nie zamieni się w walkę z błotem i grząskim gruntem, a i nie trzeba się zbyt wiele martwić się o stan butów. Tej niedzieli, jako że zostałem w domu tylko z Tymkiem, postanowiłem zabrać go ze sobą i wybrać na tyle łatwy…
-
Trodlafjell (Trollafjell)
Od poprzedniej górskiej wycieczki mijały już trzy tygodnie i zaczynałem odczuwać wzmożony głód wędrówki i górskich krajobrazów wokół mnie. Czułem się niemal jak narkoman tęskniący za kolejną działką. Śledziłem zatem prognozy pogody na weekend i gdy tylko pojawiła się szansa na ładną słoneczną sobotę, mogłem zastanowić się dokąd wybrać się tym razem. Moją uwagę przykuła ciekawie brzmiąca nazwa na mapie, którą przeglądałem: Trollafjellet. Góra trolla, szczyt w sam raz dla mnie, pomyślałem. W dodatku w jego bliskim sąsiedztwie znajdowały się również dwie inne górki, na które można by śmignąć przy okazji. I tak plan zaczął się z wolna krystalizować. Dokuczające mi od jakiegoś miesiąca lewe kolano postanowiłem zignorować. Tym…
-
Døldaren
Kolejna górska wycieczka odbyła się zaledwie tydzień po Trolltundze. Organizm zdążył się zregenerować, no może z wyjątkiem lewego kolana, które lekko dawało o sobie znać po treningu biegowym w środku tygodnia. Nie zraziło mnie to jednak do wspinaczki. Monitorowałem prognozy pogody i gdy ujrzałem, że nie przewidują na sobotę żadnych opadów, postanowiłem, że idę. Tym razem zdecydowałem się wejść ponownie na Vardafjell i Akslę, tyle że od drugiej strony. Podejście zaczyna się w Blikra. Nie jest to miejscowość, mianem wioski też raczej bym tego miejsca nie nazwał, ot kilka, może kilkanaście domków, i parę farm, malowniczo położonych nad jeziorem (a dokładniej mówiąc między jeziorem a ścianami gór). Pamiętając o…
-
Trolltunga
Trolltunga to jeden z symboli Norwegii. Kamienna półka, wysunięta nad kilkusetmetrową przepaścią to dość częsty widok w folderach reklamowych i przy stoisku z pocztówkami. Nie sposób tego widoku pomylić z żadnym innym miejscem. Jest unikatowe. Piękne i przerażające zarazem. Widok z urwiska jest wręcz oszałamiający. W dole bowiem znajduje się rozległe jezioro Ringedalsvatnet, a zbocza okalających je ze wszystkich stron gór wspinają się niemal pionowo w górę. Przy idealnej pogodzie obraz zapiera dech w piersiach. Dlatego też na Trolltungę, czyli Język Trolla pielgrzymują tłumy turystów z całego świata. Na szlaku można spotkać nie tylko Norwegów ale również innych mieszkańców Europy a nawet przybyszów z Azji. Sława tego miejsca to…
-
Hovda
Góry uzależniają. Czułem prawdziwy głód obcowania z naturą, wysiłku związanego z wspinaczką i wewnętrznego spokoju. Ostatnio mogłem sobie pozwolić jednie na krótkie wypady z rodziną, ale jak łatwo się domyślić, to nie było to samo. W jakiś dziwny sposób ciągnęło mnie, żeby iść w góry. Uczucie narastało przez parę ostatnich tygodni a codzienny widok otaczających mnie okolicznych szczytów przyzywał niczym syreni śpiew żeglarzy. Tylko czekałem na ładną pogodę w weekend, żeby ustalić plan. I gdy tylko nadszedł odpowiedni moment zakomunikowałem małżonce, że idę. Tym razem nie miałem większych rozterek co do wyboru szczytu. Myślałem o Hovdzie, ostatnim wzniesieniu z pasma gór, wśród których są także Aksla i Vardafjellet. Z…
-
Aurdal – Steinsland
Dzień zapowiadał się szary i deszczowy. Kiedy tylko wstałem, gdzieś przed czwartą nad ranem widziałem biegnące po szybie krople deszczu. Nie był to dobry znak. Prognoza pogody, która oglądałem dzień wcześniej zapowiadała, że zacznie padać dopiero w południe. Cóż, może to tylko przelotne opady, pomyślałem. Później, kiedy szykowałem śniadanie, zerknąłem raz jeszcze na prognozę w telefonie. Deszcz przez cały dzień. Hmm. A ja już wstałem i byłem gotowy do drogi. Olałem pogodę, przebrałem się w lepsze, nieprzemakalne spodnie, zarzuciłem kurtkę Helly Hansena i wyszedłem z domu. Mój plan nie zawierał wspinaczki na szczyt tego dnia (no, chyba że coś miałoby mi strzelić do łba). Zamierzałem jedynie sprawdzić trasę z…
-
Hovda (531 m n.p.m.)
Podejście pierwsze 2015.07.26 Wyprawy z moim starszym synkiem zawsze są dużo bardziej emocjonujące niż samotne wycieczki. Pomijając aspekt mojej frustracji związanej z tempem marszu i tym, że raczej nie mam co liczyć na dotarcie na zamierzony szczyt, taka wycieczka ma swoje uroki. Tym razem było nie inaczej. Pogoda nie dopisywała. Pochmurne niebo i przelotne deszcze to raczej nie jest idealna pogoda na wiesze wędrówki ale nie chciałem spędzić całej niedzieli siedząc w domu. Rzuciłem więc hasło wycieczka a mój synek z radością się zgodził. Postanowiłem udać się na Hovdę, górkę na która szlak zaczyna się za Nedre Vats. Sam szczyt znajduje się w tym samym paśmie, co Aksla i Vardafjellet,…