• górskie wyprawy

    Okolice Bjordal

    Dwa dni wcześniej cieszyłem się wejściem na dwa niewysokie szczyty w okolicach Vikebygd (Såta i Juten) a teraz znów zmierzałem w tym samym kierunku. Tym razem jednak nie dojechałem do miasteczka, tylko zjechałem w boczną drogę jakieś 6 kilometrów wcześniej. Kierowałem się do Bjordal, malowniczo położonej farmy, skąd odchodziło kilka ciekawie prezentujących się na mapie szlaków. Na miejscu okazało się, że do dyspozycji jest jedynie niewielki parking przy jednym z budynków gospodarczych, w dodatku płatny. 30 koron nie stanowi w Norwegii wielkiej sumy, nie było mi więc żal rozstawać się z taką kwotą. Chwilę później już byłem na szlaku. Początkowo zamierzałem wejść na najbliższy szczyt, czyli Bårefjell (403 m n.p.m)…

  • górskie wyprawy

    Såta 250 m n.p.m. & Juten 411m n.p.m.

    Korzystając z kilkudniowego pobytu na zachodnim wybrzeżu Norwegii, nie mogłem nie skorzystać z okazji, żeby pochodzić po tamtejszych górkach. W wyższych partiach wciąż leżał śnieg, ale byłem pewien, że znajdę miejsce, gdzie nie będę musiał grzęznąć w głębokich zaspach. Spontaniczne wejście na Kyrkja dwa dni wcześniej dało mi okazję do przyjrzenia się bliżej tamtej okolicy i w głowie miałem już pomysł na co najmniej dwie kolejne wycieczki. Udało mi się trafić z tym wyjazdem w idealną pogodę. O ile wejście na Kyrkja odbywało się w pochmurny, dzień z przelotnymi opadami, tak już w kolejne dni ładnie świeciło słońce a temperatury dochodziły do 8 stopni na plusie. Trzeba przyznać, że marzec…

  • górskie wyprawy

    Trodlafjellet 637m n.p.m & Skredfjellet 627m n.p.m.

    O powrocie do Vikebygd i wspięcie się powtórnie na Trodlafjellet myślałem od dnia, kiedy znalazłem się na tym szczycie po raz pierwszy. Z dużymi przerwami rzecz jasna, bo od tamtej chwili minęło jakieś 5 lat. To, co chodziło mi po głowie to wejście na Trodlafjellet i sąsiedni szczyt Trollanippa, leżący na przeciwległym skraju wyglądającego niczym podkowa pasma górskiego. Zaraz, zaraz. Przecież żadnej Trollanippy nie ma w tytule, mógłby ktoś zapytać. Śpieszę więc z wyjaśnieniem. Ano nie ma, bo najzwyczajniej na ów szczyt nie wszedłem. Zamiast niego zaliczyłem inny, o czym opowiem dalej. Po paru poprzednich, krótkich wypadach w okoliczne góry, zdecydowałem, że teraz czas na coś bardziej spektakularnego, a zdobycie…

  • górskie wyprawy

    Våbrekka 582 m n.p.m.

    Weekendowe odwiedziny na wschodnim wybrzeżu Norwegii nie mogły obejść się bez chociaż jednej, krótkiej wycieczki w góry. O ile w środkowej części kraju (o północy nie wspominając) panują już prawdziwie zimowe warunki pogodowe, tak na samym wybrzeżu, niższe szczyty były ledwie przyprószone białym puchem. Sobotnie przedpołudnie zapowiadało się wietrznie ale przynajmniej bezdeszczowo. Wobec tego zbrodnią byłoby przegapienie okazji na jakiś krótki hiking. Wyszukałem na mapie dość ciekawie prezentującą się górkę w okolicy miasteczka Vikebygd. Nazywała się Våbrekka i wznosiła się na 582 m n.p.m. W pobliżu znajdowała się góra, na której kiedyś postawiłem już stopę, Trollafjellet. Fajnie byłoby wejść i na nią oraz na sąsiadującą Trollanipę, ale wspinaczka na oba…

  • górskie wyprawy

    Ulserhaug 631m n.p.m.

      Ulserhaug to kolejna górka, na którą nie planowałem wejścia. Tym razem o jej zdobyciu nie zadecydowały osoby trzecie a zwykły przypadek (lub też tzw. czynnik ludzki czyli zwyczajna pomyłka). Ale zacznijmy od początku. Upały i słoneczna pogoda w Norwegii dobiegły końca. Od co najmniej tygodnia nasze regiony nawiedzały deszcze. Można by powiedzieć, że pogoda wróciła do normy. To jednak mnie nie zniechęcało do kolejnych wycieczek, a biorąc pod uwagę fakt, że w zeszłym tygodniu nigdzie nie poszedłem, jeszcze bardziej determinowało mnie aby gdzieś się wybrać. Miałem w końcu zaimpregnowane buty, dobrą kurtkę przeciwdeszczową i spodnie z membraną, więc czego miałbym się obawiać. W najbliższej okolicy pozostawał jeszcze jeden szczyt, który…

  • górskie wyprawy

    Trodlafjell (Trollafjell)

      Od poprzedniej górskiej wycieczki mijały już trzy tygodnie i zaczynałem odczuwać wzmożony głód wędrówki i górskich krajobrazów wokół mnie. Czułem się niemal jak narkoman tęskniący za kolejną działką. Śledziłem zatem prognozy pogody na weekend i gdy tylko pojawiła się szansa na ładną słoneczną sobotę, mogłem zastanowić się dokąd wybrać się tym razem. Moją uwagę przykuła ciekawie brzmiąca nazwa na mapie, którą przeglądałem: Trollafjellet. Góra trolla, szczyt w sam raz dla mnie, pomyślałem. W dodatku w jego bliskim sąsiedztwie znajdowały się również dwie inne górki, na które można by śmignąć przy okazji. I tak plan zaczął się z wolna krystalizować. Dokuczające mi od jakiegoś miesiąca lewe kolano postanowiłem zignorować. Tym…