górskie wyprawy

Såta 250 m n.p.m. & Juten 411m n.p.m.

Korzystając z kilkudniowego pobytu na zachodnim wybrzeżu Norwegii, nie mogłem nie skorzystać z okazji, żeby pochodzić po tamtejszych górkach. W wyższych partiach wciąż leżał śnieg, ale byłem pewien, że znajdę miejsce, gdzie nie będę musiał grzęznąć w głębokich zaspach. Spontaniczne wejście na Kyrkja dwa dni wcześniej dało mi okazję do przyjrzenia się bliżej tamtej okolicy i w głowie miałem już pomysł na co najmniej dwie kolejne wycieczki.

Udało mi się trafić z tym wyjazdem w idealną pogodę. O ile wejście na Kyrkja odbywało się w pochmurny, dzień z przelotnymi opadami, tak już w kolejne dni ładnie świeciło słońce a temperatury dochodziły do 8 stopni na plusie. Trzeba przyznać, że marzec zaczął się iście wiosennie.

Skończyłem pracę wcześniej i już po 14.00 zbierałem się do wyjścia. Dojazd do niewielkiego miasteczka Vikebygd zajął mi pół godziny. Moja trasa zaczynała się zaraz za ostatnimi zabudowaniami, tuż przy dwóch gospodarstwach. Nie licząc wspomnianego, krótkiego wypadu dwa dni wcześniej, ostatnia moja górska wyprawa miała miejsce gdzieś na przełomie listopada i grudnia. Nie muszę więc pisać jak bardzo brakowało mi  tego typu aktywności. Nogi same pokonywały kolejne metry i podejścia. Słońce przedzierało się przez las, a gdzieniegdzie w prześwitach między drzewami mogłem dojrzeć bliższe i dalsze wzgórza i szczyty gór, zapowiedź tego, co czekało na mnie gdy już wyjdę na bardziej otwartą przestrzeń.

W międzyczasie wspinaczka rozgrzała mnie na tyle, że ściągnąłem z siebie polar i resztę trasy pokonałem w samym T-shircie.

Dotarłem na szczyt Såta po 30, może 40 minutach marszu. Na wysokości 250 metrów wciąż rosły drzewa i pomimo całkiem ładnego prześwitu od północy i widoku na odległą wyspę Stord, uznałem że jeszcze mi mało. Kolejny szczyt, Juten, znajdował się jakiś kilometr dalej i nie był porośnięty drzewami. Ścieżka prowadziła blisko wierzchołka i ciągnęła się dalej na południe, zahaczając o dwa kolejne, coraz wyższe szczyty. Nie miałem wystarczająco dużo czasu, na całą tę trasę, kończącą się w centrum Vikebygd. O 18.00 byłem umówiony na piwo. Jednak wspomniany Juten wyglądał zbyt kusząco, by się teraz wycofać. Ruszyłem dalej.

O ile do tej pory udawało mi się całkiem sprawnie uniknąć zmoczenia butów, tak teraz nie miałem na to większych szans. Ów kilometr  ciągnął się przez podmokłe torfowiska, a tuż pod szczytem ścieżka prowadziła stromym wąwozem zasłanym śniegiem. Nim wspiąłem się na górę, buty miałem mokre, ale widok, jaki się przede mną rozpościerał sprawił, że nie zwracałem uwagi na takie drobnostki.

Porobiłem zdjęcia i udałem się w drogę powrotną. Nim doszedłem do samochodu, buty przemokły mi całkowicie i przez cały kolejny dzień suszyłem je na podgrzewanej podłodze. Na umówione piwo dotarłem z zaledwie pół godzinnym opóźnieniem.

Pierwsze koty za ploty. | Beginning of the trail
No to gdzie idziemy? | Where are we going?
W oddali Leirvik i suwnica w stoczni Aker Stord. | Town of Leirvik with visible gantry crane of Aker Stord shipyard.
Na szczycie Såta. | Summit of Såta Mountain.
Juten

I visited western coast of Norway, where I supposed to stay for few days. This came with opportunity to hike on some mountains in neighbour. During my last, spontaneous trip on Kyrkja, I managed to look around for some other nice trails in that area. Just behind town of Vikebygd starts the trail which leads to 4 peaks and ends almost in town centre. That one looks very interesting, especially the first two summits weren’t too high and I could expect that there will be no snow. I had no time to go further and climb for another two peaks. All I have for this trip was around 3 hours on Wednesday afternoon, between 3 and 6 pm.

The trail goes in very nice scenery and I enjoyed walking the path in forest with rays of sun wading through wood branches. It was warm enough to force me to take off the fleece jacket. And it didn’t take long when I set my foot on the first summit. I was on Såta Mountain. This hill is not so high and there are some trees which can obscure the view.

I spent there only few minutes and rushed toward the second peak, Juten Mountain. This part was more difficult. The path led through wet peatlands and it didn’t take long when I felt swamp in my shoes. On the last section I had to climb up very steep gorge, where still were quite much snow. But finally I stand on Juten Mountain and I could enjoy the beautiful view.

That was amazing trip. Maybe because the fantastic weather. Sun was shining and there was about 8 degrees, so I could walk wearing only a T-shirt. Maybe because the sun was going to sunset, making the light just perfect for photography. And maybe, because my last mountain trip I did about three months ago and I just miss this kind of activity so much.

Download file: GPS_1970-01-01_010000.gpx