górskie wyprawy

Hovda 159m n.p.m.

Na tej górce znalazłem się zupełnie przez przypadek. A było to tak. Od jakiegoś moje auto wydawało dziwne odgłosy podczas jazdy i zacząłem podejrzewać, że winne jest łożysko w którymś z przednich kół. Miałem kontakt do dobrego, a co ważne oferującego konkurencyjne ceny mechanika i gdy tylko dogadaliśmy się co do terminu naprawy, zjawiłem się w jego okolicy. Przejął ode mnie samochód i wysłał mnie na spacer, żebym nie krzątał mu się po obejściu. Cóż było robić, zabrałem plecak z aparatem i ruszyłem połazić.

Innbjoa to niewielka mieścina, choć raczej ciężko nazwać to skupisko domków i gospodarstw miastem. Jest za to malowniczo położona, tuż nad brzegiem fiordu.  Od południa, za pasem pastwisk rozciąga się ściana lasu, wznosząca się wraz z nachyleniem terenu i przechodząca w większe lub mniejsze zalesione wzgórza. Stąd też wiedzie jeden ze szlaków na najwyższą w promieniu kilkudziesięciu kilometrów górę, Gråhorgę (740m n.p.m.) Niedawno byłem nawet w tej okolicy i udało mi się nawet wejść na jedną górkę w pobliżu (Kyrkja). Tym razem musiałem tylko zabić czas łażąc bez konkretnego celu, jako że Innbjoa nie oferuje żadnych turystycznych atrakcji. Ale gdy dotarłem do drogi prowadzącej na nabrzeże ujrzałem coś, co momentalnie poprawiło mi humor.

Ponad jednym z pokrytych drzewami wzniesień zobaczyłem wiatrowskaz. Czarna, ogromna, metalowa strzałka ponad wierzchołkami drzew. Musiano zainstalować ją na szczycie wzgórza, a to znaczyło, że wierzchołek nie jest porośnięty drzewami. A skoro takie coś zamontowano, to zapewne istnieje tam jakaś ścieżka. Wyciągnąłem komórkę i obejrzałem sobie dokładnie mapę okolicy. Rzeczywiście, górka nazywała się Hovda, liczyła 159 m wysokości i prowadziła na nią ścieżka. Wydawało się dość blisko, więc zdecydowałem się wejść na górę i sprawdzić, czy spomiędzy drzew uchwycę jakiś widok na fiord.

Trasa rzeczywiście nie jest długa ani też wymagająca. Ścieżka była dobrze wydeptana, więc bez problemów dotarłem na szczyt. Jeszcze zanim się tam wdrapałem do moich uszu dobiegł przeraźliwy zgrzyt. To był odgłos obracającego się na wietrze wiatrowskazu. Metalowej konstrukcji zdecydowanie brakowało smaru. Obok tego wysokiego na jakieś 5 metrów żelastwa postawiono piknikową ławeczkę. I faktycznie widok ze wzniesienia prezentował się okazale.

Po zejściu z powrotem na poziom ulicy udałem się jeszcze na przystań, gdzie cumował prom kursujący zapewne na linii Utbjoa – Sundnes – Kåravika. Dopiero stamtąd wróciłem do mechanika, gdzie czekało już na mnie naprawione autko.

I hiked on this hill completely by accident. And it is the story. For some time my car was making strange noises while driving and I started to suspect that the bearing in one of the front wheels was the case. I had contact with a good, and what is important, offering competitive prices mechanic, and as soon as we agreed on the repair date, I appeared in his area. He took the car from me and sent me for a walk so that I would not be bothered him at work. What could I do, I took my backpack with a photo camera and went on hike.

Innbjoa is a small town, although it is rather difficult to call it a town because of cluster of houses and farms only. However, it is picturesquely situated, right on the shore of the fjord. To the south, behind the pasture strip, there is a forest wall, rising along the slope of the terrain and turning into larger or smaller forested hills. From here, one of the trails leads to the highest mountain in a radius of several dozen kilometers, Gråhorga (740m above sea level). Recently, I was in this area and I even managed to hike on one hill nearby (Kyrkja). This time I just had to pass the time wandering around aimlessly as Innbjoa does not offer any tourist attractions. But when I got to the road leading to the waterfront, I saw something that immediately cheered me up.

Above one of the tree-covered hills I saw a weather vane. A huge black metal arrow above the treetops. It had to be installed on top of the hill, which meant that the top was not covered with trees. And if such a thing is mounted, then there probably is a path there. I pulled out my cell phone and looked carefully at the map of the area. Indeed, the hill was called Hovda, it was 159 m high and there was a path leading to it. It seemed close enough, so I decided to go uphill and see if I could catch a view of the fjord from there, between the trees.

The route is really neither long nor demanding. The path was well-trodden so I made it to the top without any problems. Even before I get there, I heard a terrible screeching noise. It was the sound of a wind vane spinning in the wind. The metal structure was definitely lacking of grease. Next to this 5 meters high piece of iron, there is a picnic bench. And in fact, the view from the hill was impressive.

After descending back to street level, I went to the marina, where the ferry (probably running on the Utbjoa – Sundnes – Kåravika line) moored. And from there I returned to the mechanic, where the repaired car was waiting for me.

Download file: Hovda.gpx