górskie wyprawy

Bosnuten

Ostatnie tygodnie to pasmo dość dobrej pogody. Jednak tak się to zawsze jakoś układało, że w tygodniu ładne słońce, a w weekend deszcz. I weź tu coś zaplanuj. Na szczęście udało mi się znaleźć okno pogodowe i zaplanować wypad w góry na sobotę. Tym razem padło na szczyt, który już od jakiegoś czasu widniał na mojej liście miejsc do odwiedzenia. Bosnuten, liczący 1431m n.p.m. I prowadzący nań czerwony szlak liczący jakieś 4,5 kilometra marszu. Akurat, żeby wejść, zejść i jeszcze zdążyć na sobotni obiad.

Zamknij
Wyznaczanie trasy
pokaż opcje ukryj opcje
Drukuj Resetuj
Pobieranie wskazówek...
Zamknij
Znajdź w pobliżu Zapisz położenie znacznika Wyznaczanie trasy

Wyjechałem jak zwykle wcześnie rano i tradycyjnie gdy zameldowałem się na miejscu, gdzie według opisu (strona ut.no) samochód można pozostawić przy rozgałęzieniu dróg 37 i 3416 w rejonie Rauland, moje auto było jedyne. A to znaczyło, żadnych innych ludzi na szlaku. Idealnie. Zmieniłem buty, zarzuciłem na ramiona plecak i mogłem ruszać.

Prognozy szacowały jakieś 11 stopni z rana i 16 do 20 w ciągu dnia. Wziąłem ze sobą polar, ale dość szybko wpakowałem go do plecaka. Wydawało się, że nie będzie mi on potrzebny. Początek trasy, to przejście leśną ścieżką i wspięcie się zaledwie jakieś 100 metrów ponad granicę drzew. Pułap z którego zaczynałem to jakieś 950 metrów n.p.m. Co znaczyło, że wejście na Bosnuten, nie powinno być jakoś specjalnie wymagające. I gdy tylko wyszedłem ponad ostatnie drzewa, i obejrzałem się, dostrzegłem ten widok. Ciągnąca się w dal południowa odnoga jeziora Møsvatn oraz ośnieżone góry daleko na horyzoncie. Coś wspaniałego.

Po krótkiej przerwie ruszyłem dalej. Kolejny odcinek to marsz po płaskowyżu, a więc było dość lekko i przyjemnie. Góra wznosiła się przede mną i wkrótce miało zacząć się bardziej stromo.

Dotarłem do skrzyżowania szlaków. Idąc dalej na wschód dotarłbym do jeziora Store Grasfjelltjønn i całej siatki innych ścieżek. Skręciłem na południe i po chwili ścieżka zaczęła piąć się w górę. Widok na Møsvatn robił się coraz rozleglejszy.

Przed sobą ujrzałem dość spore pole niestopionego wciąż śniegu. Wyglądało na to, że moja trasa przecinała je w poprzek by zaraz potem skręcić ostro w górę. Rozejrzałem się dookoła i postanowiłem zejść ze szlaku, wspiąć się wyżej, na przełaj obejść cały ten śnieg i dostać się w pobliże ścieżki ponownie. Tak też zrobiłem ale nie do końca wszystko poszło z planem. I tak musiałem wejść na śnieg i przejść na drugą stronę. Choć jak się wydaje, w znacznie węższym miejscu. Ścieżka wciąż biegła na granicy śniegu i stromych skał. Rozsądnym wyjściem było więc odbicie w bok i poszukanie bezpieczniejszego przejścia. Wspiąłem się po skałach, dotarłem na niewielkie wypłaszczenie terenu i chwilę potem byłem już na szczycie.

A tam, tradycyjnie kamienna budowla z kamieni i skrzynka z notesem w środku, gdzie można uwiecznić swoje imię. Widoki prezentowały się naprawdę nieźle. Najokazalej oczywiście jezioro Møsvatn, które podziwiałem przez większą część trasy, ale dostrzegłem też inne ciekawe elementy krajobrazu, jak choćby leżący “po sąsiedzku” szczyt Gaustatoppen.

Bosnuten leży w granicach rezerwatu przyrody, więc latanie dronem jest na szczycie zabronione. Udało mi się polatać trochę wcześniej na trasie, zanim przekroczyłem granicę rezerwatu. Na samej górze ograniczyłem się do zdjęć i paru ujęć z kamery. A potem pozostało już tylko zejście. Najbardziej problematyczne było przejście przez ten śnieg, ale gdy to już ogarnąłem, dalej było już z górki (dosłownie i w przenośni). Dopiero teraz zacząłem napotykać na szlaku innych piechurów. Dobrze jest czasem wstać wcześnie. Okazało się, że trasa na Bosnuten jest dosyć popularna. Gdy dotarłem do miejsca, gdzie pozostawiłem samochód, na skrzyżowanie dróg, stało tam już całkiem sporo innych aut. Przebrałem się i ruszyłem w drogę powrotną.

Møsvatn

Bosnuten

Gaustatoppen

The last few weeks have been a fairly good weather. However, it’s always been this way: beautiful sunshine during the week and rain on the weekend. So, how to make some hiking plans? Fortunately, I managed to find a weather window and plan a trip to the mountains for Saturday. This time, it landed on a peak that had been on my list of places to visit for some time. Bosnuten, 1,431 meters above sea level, and the red trail leading to it is about 4.5 kilometers long. Just in time to climb up, descend, and still make it in time for Saturday dinner.

I left early in the morning, as usual, and when I checked in at the place where, according to the description (ut.no website), you can leave your car at the junction of roads 37 and 3416 in the Rauland region, my car was the only one. Which meant no other people on the trail. Perfect. I changed my shoes, slung my backpack over my shoulders, and was ready to go.

The forecast showed about 11 degrees in the morning and 16 to 20 degrees during the day. I’d brought a fleece jacket with me, but quickly stuffed it into my backpack. It seemed I wouldn’t need it. The beginning of the route involved walking along a forest path and climbing only about 100 meters above the tree line. The starting altitude was about 950 meters above sea level, which meant that climbing Bosnuten shouldn’t be particularly demanding. And as soon as I emerged from the last trees and looked back, I saw this view: the southern arm of Lake Møsvatn stretching into the distance, and snow-capped mountains far on the horizon. It was magnificent.

After a short break, I continued on. Another stretch of plateau walking, so it was quite easy and pleasant. The mountain rose in front of me, and soon the climb would become more steep.

I reached a trail junction. Continuing east, I would have reached Lake Store Grasfjelltjønn and a whole network of other paths. I turned south, and after a while, the path began to go upward. The view of Møsvatn became increasingly expansive. Ahead, I saw a rather large field of still-unmelted snow. It seemed my route had crossed it, only to then turn sharply upward. I looked around and decided to leave the trail, climb higher, cross-country through all the snow, and get back to the path. This I did, but things didn’t quite go according to plan. I still had to step onto the snow and cross to the other side, although, it seemed, in a much narrower spot. The path still ran along the edge of snow and steep rocks. A sensible option was to turn aside and look for a safer passage. I climbed the rocks, reached a small flattening of the terrain, and moments later, I was at the summit. There, a traditional stone structure and a box with a notebook inside, where you can write your name. The views were truly spectacular. The most impressive was, of course, Lake Møsvatn, which I admired for most of the route, but I also noticed other interesting landscape features, such as the nearby Gaustatoppen peak.

Bosnuten lies within a nature reserve, so drone flying is prohibited at the summit. I managed to fly a bit earlier on the route before crossing the reserve boundary. At the very top, I limited myself to photos and a few camera shots. And then it was just the descent. The most challenging part was getting through the snow, but once I got the hang of it, it was all downhill from there. Only now did I start encountering other hikers on the trail. It’s good to get up early sometimes. It turned out that the Bosnuten hike is quite popular. When I reached the intersection where I’d left my car, there were already quite a few other cars there. I changed and headed back.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *